Punkt Styku — tuning

XXXII. Spadaj, chyba cię kocham

Open space oddychał jak ogromny, zmęczony organizm. Szum klimatyzacji przypominał oddech pacjenta podłączonego do respiratora - jednostajny, zbyt regularny, by był naturalny. Zapach detergentów, metalu i czegoś jeszcze - jakby przetartego aluminium - tworzył w powietrzu lepki film. Pablo już siedział przy biurku. Wystukiwał coś na klawiaturze, a długopis obracał w palcach jak broń, którą trzyma się dla pewności, że jeszcze się przyda, że wojna to kwestia czasu. - Kubek, słyszałeś? - rzucił, nie patrząc w moją stronę. - Świat się rozstraja. - Znowu? - mruknąłem, kładąc plecak obok biurka. - Tr…