Punkt Styku — tuning

XVI. Śnieżka

Kot obudził mnie pierwszy - łup-łup ogonem w szybę, miauknięcie jak stary zawias. Wtorek. Powietrze było gęste, jakby poranek wiedział coś, czego jeszcze nie potrafił jasno wyrazić. Zimny parkiet otrzeźwił stopy, prysznic był krótki, kawa czarna. Kurtka, klucze, drzwi. 540 na Niedziałkowskiego zatrzymał się, jakby otwierał paszczę. Wciągnął mnie tylnymi drzwiami razem z tłumem. Przesunąłem się głębiej, do tylnej kanapy - zawsze wybierałem to samo miejsce, przy silniku. To był mój zaklepany rytuał dnia. Silnik dudnił nisko, jakby autobus miał własne serce. Na szybach oddechy rysowały mleczne e…