Punkt Styku — tuning

XXVII. Na śniadanie

Ania znała już moje poranne rytuały. Wyjęła z kredensu kryształową szklankę, nalała gęsty sok pomidorowy, wrzuciła trzy kostki lodu i tym swoim pewnym, sprężystym ruchem nadgarstka zakręciła całość tak, że kostki zabrzmiały jak małe dzwoneczki. Ten dźwięk zawsze mnie ustawia. Jakby ktoś w moim poranku doszlifował brakujące trybiki. - Twoje dzwoneczki - uśmiechnęła się. - Żebyś nie zapomniał, że jesteś człowiekiem, a nie anteną. - Doceniam - mruknąłem, przyciskając chłodne szkło do ust. Słono-kwaśny smak postawił mnie na nogi lepiej niż policzek. Oboje spojrzeliśmy przez okno. Po drugiej stron…