Punkt Styku — tuning
XXVIII. Einhorn
Dom trwał w czujnym bezruchu. Nie spał - raczej nasłuchiwał. Rury dudniły cicho, szkło co chwilę łapało refleks gasnącego dnia, a w piwnicy pulsowało własne serce: dwa węzły, dwa czarne prostopadłościany, które kiedyś połykały światło, a teraz oddawały je w krótkich, kontrolowanych błyskach. Za małymi oknami półpiwnicy wieczór rozciągał się w długą smugę - po szesnastej, może bliżej siedemnastej. W ogrodzie rdzawy cień krzewów kładł się na żywopłocie. Powietrze miało smak mokrej blachy i chłodu, który wchodził do domu razem z jesienią. Siedzieliśmy nad stołem roboczym: ja i Faniak. Nieogolony…
XXVIII. Einhorn
Dom trwał w czujnym bezruchu. Nie spał - raczej nasłuchiwał. Rury dudniły cicho, szkło co chwilę łapało refleks gasnącego dnia, a w piwnicy pulsowało własne serce: dwa węzły, dwa czarne prostopadłościany, które kiedyś połykały światło, a teraz oddawały je w krótkich, kontrolowanych błyskach. Za małymi oknami półpiwnicy wieczór rozciągał się w długą smugę - po szesnastej, może bliżej siedemnastej. W ogrodzie rdzawy cień krzewów kładł się na żywopłocie. Powietrze miało smak mokrej blachy i chłodu, który wchodził do domu razem z jesienią. Siedzieliśmy nad stołem roboczym: ja i Faniak. Nieogolony…