Punkt Styku — tuning
V. Dostrajanie
Warszawa o poranku pachniała mokrym betonem i kurzem po nocnym deszczu. Wyszedłem pobiegać. Przewietrzyć głowę. Usiadłem na ławce, żeby złapać oddech. Wtedy obok przysiadł się mężczyzna w ciemnej kurtce. Wyglądał na zwykłego przechodnia, ale miał w oczach coś czujnego, jakby obserwował. - Słyszał pan o tych ciałach? - rzucił nagle, jakby to było pytanie o pogodę. Spojrzałem na niego zaskoczony. - Jakich ciałach? - No... w mediach o tym piszą. Że znikają. Że rodziny nie mogą ich odzyskać. Pochówków nie ma, a szpitale odsyłają wszystkich z kwitkiem. - Mówił szybko, z nerwem. - Co pan o tym sądz…
V. Dostrajanie
Warszawa o poranku pachniała mokrym betonem i kurzem po nocnym deszczu. Wyszedłem pobiegać. Przewietrzyć głowę.
Usiadłem na ławce, żeby złapać oddech. Wtedy obok przysiadł się mężczyzna w ciemnej kurtce. Wyglądał na zwykłego przechodnia, ale miał w oczach coś czujnego, jakby obserwował.
- Słyszał pan o tych ciałach? - rzucił nagle, jakby to było pytanie o pogodę.
Spojrzałem na niego zaskoczony.
- Jakich ciałach?
- No... w mediach o tym piszą. Że znikają. Że rodziny nie mogą ich odzyskać. Pochówków nie ma, a szpitale odsyłają wszystkich z kwitkiem. - Mówił szybko, z nerwem. - Co pan o tym sądzi?