Punkt Styku — tuning

XV. Darknet

Poranek wślizgnął się do pokoju przez niedomkniętą roletę. Materiał prześcieradła wciąż był ciepły w miejscu, gdzie leżała. Na pościeli został ledwie widoczny ślad jej kształtu, jak odciśnięte echo snu. W powietrzu unosił się jeszcze zapach jej perfum, zmieszany z czymś bardziej intymnym, ulotnym, co mogło należeć tylko do niej. Zasłony poruszały się leniwie przy każdym podmuchu wiatru, jakby próbowały zachować to wspomnienie na dłużej. Na stoliku nocnym leżała jej spinka do włosów, błyszcząca w pierwszym świetle dnia. To był jedyny fizyczny dowód, że naprawdę tu była, a nie przyśniła mi się…