Punkt Styku — tuning

XXXIX. Białe klastry

Nie wiem, jak długo trwało to przejście. Czas w białym klastrze nie płynie - on się rozpuszcza. Nie ma początku ani końca, jakby wszystko, co kiedykolwiek istniało, zostało odcedzone z dźwięków, emocji i koloru. Zostało tylko światło. Ale nie takie, które oślepia. To światło, które pozwala widzieć. Unoszę się, choć nie mam ciała. Nie oddycham, a jednak czuję, że żyję. Nie ma tu ciężaru, nie ma pragnień, nie ma głodu. A mimo to jestem sobą - choć „sobą" przestało coś znaczyć. Wszystko jest tak czyste, że aż przezroczyste. Tak jasne, że aż spokojne. I wtedy słyszę głos. Nie w uszach, nie w głow…