Punkt Styku — tuning

XXXV. 5 warstw

Obudziłem się wcześniej niż zwykle. Nie było już Ani. Zostawiła po sobie ciepło pościeli i filiżankę z odciskiem szminki, stojącą samotnie na parapecie. W powietrzu unosił się zapach jej szamponu i coś jeszcze - delikatna nuta skóry, tej samej, którą znałem z bliska, już nie ze snu. Przez chwilę patrzyłem w miejsce, gdzie leżała. Pustka na poduszce miała kształt cudownej obecności. Odsunąłem firankę. Za oknem Rembertów - zwyczajny, z psami szczekającymi co rano. Światło miało jednak inny ton, jakby dzień dopiero uczył się wstawać. Pijany, rozczochrany, na krawędzi prehistorii i oświecenia. Wł…