Trzy biliony
Przyszli chwilę po dziewiętnastej. Zimą bez śniegu kroki na podjeździe są przytłumione, jakby ziemia wciągała dźwięk zamiast go oddawać.
Otworzyłem drzwi.
Ania zdjęła rękawiczki i przez moment stała w progu. Pablo wszedł bez słowa, spojrzał w bok na ogród. Majonek zamknął drzwi i przekręcił zamek. Ten dźwięk porządkował wieczór.
- Zimno - powiedziała Ania. - Ale bez śniegu - odpowiedziałem.
Buty zostały przy ścianie, płaszcze trafiły na wieszak. W salonie było jasno i spokojnie. Książki na półkach. Duży stół. Kartka i ołówek, które położyłem wcześniej. Za oknami ogród był ciemny, bez śniegu, nieruchomy. Jakby czekał.
Usiedliśmy. Włączyłem czajnik.