Procedura cofnięta decyzją nieautoryzowaną
Kiedy wszedłem do mieszkania Faniaka, pierwsze, co poczułem, to zapach starego papieru i zimnej kawy. Drugi był niepokój - ten cichy, lepki, który pojawia się nie wtedy, gdy coś się dzieje, ale wtedy, gdy już się wydarzyło i nie da się tego cofnąć. Faniak siedział przy stole, pochylony nad zeszytem. Nie wyglądał jak naukowiec przy pracy. Bardziej jak ktoś, kto próbuje zrozumieć, dlaczego świat wciąż udaje, że jest taki jak dawniej.
- Nadal notujesz? - zapytałem. - Nadal próbuję - odpowiedział. - Ale zaczynam podejrzewać, że to, co się stało, nie było po to, żebyśmy to opisali. Tylko żebyśmy przestali udawać, że nie wiemy.
Usiadłem naprzeciwko. Na kartkach powtarzały się te same słowa, zapisane różnym charakterem pisma, jakby zeszyt należał do kilku wersji tej samej osoby: CZERWONE KLASTRY BIAŁE KLASTRY NIEBIESKIE KLASTRY 3I ATLAS
- Pozostali z ekipy mówią, że to była podróż - powiedziałem. - Że „coś przeżyliśmy".
- Ludzie zawsze mówią „przeżyliśmy", kiedy nie chcą powiedzieć „zrozumieliśmy" - odparł Faniak. - Podróż kończy się powrotem. Zrozumienie zostaje.
Przewrócił kartkę. - CZERWONE KLASTRY - powiedział spokojnie. - To była warstwa, w której system przestał chronić nas przed nami samymi. Nie było tam nic nowego. Tylko to, co od lat odkładaliśmy na później.